fotograf, podróżnik, pisarz, filozof, społecznik, artysta, politolog, rowerzysta, animator kulturalny... czyli jak to mówią: człowiek renesansu


* POEZJA czy brzęczenie?

Nie uważam się za żadnego poetę. Jestem tylko bystrym i wrażliwym obserwatorem. Były lata kiedy dość intensywnie przelewałem to na papier, chowając do szuflady. W efekcie, trochę takich chyba całkiem zgrabnych i treściwych kawałków uzbierałem. 

Dla przykładu:

**
Wśród domków z kart, znaczonych albo kredytowych,
wśród luksusowych komórek,
wśród geopolitycznych i bożonarodzeniowych szopek
szukam prostej chaty.

**
Człowiek człowiekowi lustrem.
Nie zbijaj go.

**
W tym mieście się kłamie.
Nawet most jest zwodzony.


**
Odbicia zapomniały o pierwowzorze.
Pierwowzór wie, że im odbiło.
 
**
Ładnej widokówce
polecono dokładny adres.
Spotkali się w skrzynce listowej.
Nie pozostały żadne ślady
...
tylko dwa znaczki.

**
Toczy się pojedynek.
Tego, co można dotknąć,
z tym, co można tylko pomyśleć.
Prowadzi to pierwsze.
Siłą rzeczy.

**
Która godzina podróżniku?
Wpół do drogi. 




Po czasie czuję, że nadal się bronią, są bardzo uniwersalne, więc noszę się z zamiarem stworzenia z tego parapoetyckiej ekskluzywnej książki-albumu. Chciałbym, żeby w niej tego typu celne i minimalistyczne teksty współgrały z moimi bliźniaczymi dokonaniami w czarno-białej fotografii. Z całą pewnością nie uda mi się tego pomysłu zrealizować wcześniej niż w roku 2012.

Jestem przekonany natomiast, że będzie to coś dużo więcej niż brzęczenie, o którym pisał Wyspiański: „Do czegóż zresztą są podobni poeci, którzy własnych tematów nie mają i tylko z założonymi rękami siedzą na lutniach oparci, ku strunom pochyleni i jeno brzęczą, a nie grają”...
Niestety takie brzęczenie - zmanierowane, przesadnie cierpiętnicze, napuszone zbędnym hermetyzmem - powszechnie serwuje się dziś czytelnikom. Ot, choćby największy polski dziennik, „Gazeta Wyborcza”, regularnie w sobotę w rubryce „wiersz świątecznej” jeszcze całkiem niedawno publikował coś w tym właśnie gatunku, sugerując nam, że mamy do czynienia z „poezją”, kiedy tak naprawdę, w moim odczuciu, są to tylko zmęczone, wtórne, i jakże często puste pobrzękiwania. 

Nieprzypadkowo powołuję się na Wyspiańskiego. Otóż w 2003 r. pt. „Gwiazd sięgam czołem” w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydałem tomik jego myśli - w moim wyborze, układzie tematycznym i z moim wstępem. Uważam bowiem, że i na początku XXI wieku warto  sięgać po bezkompromisowe spostrzeżenia tego wszechstronnego artysty, wyzbytego kompleksów Europejczyka, piewcy natury świadomego rzeczywistości ponadcielesnej, filozofa czynu karcącego wszelką gnuśność i zręcznie jednającego etos romantyczny z pozytywistycznym. [Jeszcze całkiem niedawno można było na allegro znaleźć końcówkę nakładu]